system rządów w dawnej rosji

Sparta miała bardzo nietypowy system rządów… Dwaj królowie rządzili miastem, ale 28-osobowa „rada starszych” ograniczała ich władzę. Mężczyźni ci rekrutowali się z najwyższej klasy społecznej, arystokratycznych Spartiates. 1.Głównym powodem, a wręcz przyczyna obalenia caratu była sytuacja jaka występowała w Rosji w czasie I Wojny Światowej, a konkretnie opis rewolucji lutowej w roku 1917 r. oraz rewolucji październikowej. Celami rewolucji lutowej w Rosji były: obalenie samowładztwa cara, wywalczenie swobód politycznych, przeprowadzenie reformy rolnej i Książkę Fenomen prezydenckiego systemu rządów w Meksyku można u nas kupić już za 33,99 zł. Zapewniamy też łatwość i przejrzystość w dokonywaniu zakupów. Wszystkie ceny produktów są wyraźnie wyświetlane na naszej stronie, a każdy produkt jest opisany w pełni i zawiera informacje na temat specyfikacji i cech produktu. rada starców w staroż. Rzymie ★★★ WILLA: w staroż. Rzymie: duża posiadłość wiejska ★★ eliza: ANNONA: w staroż. Rzymie: zarządzanie zaopatrzeniem w żywność ★★★★ mariola1958: CENZUS: podział obywateli w staroż. Rzymie ★★★ CHANAT: system rządów w dawnej Turcji ★★★★ Mirasisko: TUNIKA: szata noszona w Zdaniem Stanisława Żaryna, Rosja w celu przechylenia wojennej szali na swoją korzyść będzie w najbliższym miesiącach skupiać na kilku działaniach. Ich celem mają być przede wszystkim Urlaub Buchen Single Mit 2 Kindern. Celem strategicznym polityki rosyjskiej od dawna jest, prócz rozbicia sojuszu transatlantyckiego, rozbicie Unii Europejskiej. Solidarna i silna UE uniemożliwia ekspansję na Starym Kontynencie. Moskwa prowadzi więc wobec Zachodu działania hybrydowe, przede wszystkim – jak w czasach zimnej wojny – podsycając a nawet kreując podziały w europejskim społeczeństwie. Jednocześnie Rosjanie atakują każdego, kto dąży do reformy obecnego, coraz mniej wydolnego systemu unijnego. Moskwa wspiera eurosceptyków, ale nienawidzi eurorealistów. Głównym celem jest osłabienie UE i NATO. Rosja używa w tym celu przede wszystkim narzędzi dezinformacji, ale też ingeruje w wewnętrzne spory wspierając lub atakując ich strony – aby pogłębiać podziały. Widać to na trzech poziomach. Na najwyższym, europejskim, mamy do czynienia z atakami na spójność i generalnie istnienie NATO i UE. Na drugim poziomie jest tworzenia i podsycanie podziałów i nieufności pomiędzy państwami i narodami. Na poziomie trzecim, najniższym, kreuje się konflikty wewnątrz społeczeństw poszczególnych państw, pomiędzy różnymi grupami społecznymi, różnymi narodowościami, czy między elektoratami różnych partii. Co ważne, choć od kilku lat media i politycy głównego nurtu starają się utrwalić przekonanie, że jedynym sojusznikiem Rosji w Europie są eurosceptycy, taki podział jest fałszywy. W rzeczywistości Moskwa inwestuje równie mocno, a może nawet mocniej, w siły liberalne, prodemokratyczne i pozornie antyrosyjskie. Z trzech powodów. Po pierwsze, to one dziś dominują w Europie, więc mają większy wpływ na procesy decyzyjne w UE. Po drugie, to ich elity w czasach zimnej wojny najmocniej infiltrował sowiecki wywiad, a już w czasach współczesnych z nimi najłatwiej było się biznesowo dogadać. Wystarczy wspomnieć Fransa Timmermansa czy Guya Verhofstadta – tak się ciekawie składa, że dziś stojących na czele krucjaty przeciwko państwom i rządom chcącym zreformować i wzmocnić UE: Polsce czy Węgrom chociażby. Wreszcie, po trzecie, chodzi o podsycanie konfliktów.. Nieliberalna oś łącząca europejską skrajną prawicę i Rosję stanowi zgubne zagrożenie dla umiarkowanego porządku politycznego w Europie i dobrobytu europejskich społeczeństw – obwieścił nie tak znów dawno temu prestiżowy brytyjski dziennik „Financial Times”. Wróg został wskazany. To populiści od Salviniego, le Pen, Orbana i Kaczyńskiego. Nie dość, że chcą zniszczyć Unię Europejską, to na dodatek robią to ręka w rękę z Putinem. Taką narrację od dłuższego czasu narzuca zachodnioeuropejski mainstream polityczno-medialny i jego filie w Europie Środkowej i Wschodniej. Każdy przypadek współpracy eurosceptyków z Rosją jest maksymalnie nagłaśniany i potępiany. I nie powinno się mieć wątpliwości, że to z powodu współpracy z Rosją. Nie, to z powodu eurosceptycyzmu. Wielka koalicja chadecko- socjalistyczno-liberalna, wspierana przez skrajną lewicę i różnych odcieni Zielonych, walczy o utrzymanie dominacji w Europie, a nie o zahamowanie ekspansji rosyjskiej. Kryzys na zachodzie Europy jest rzeczą oczywistą, więc odpowiedzialny za niego główny nurt polityczny broni się jak może. Problem w tym, że Rosjanie ingerują w tą wewnątrz europejską rywalizację. I to nie tylko poprzez cyberataki i uderzanie w establishment w mediach społecznościowych, co tak chętnie podnosi wiele zachodnich rządów. Rosja realizuje świadomą, długofalową strategię mającą osłabić, a nawet rozbić Europę. Z otwartą przyłbicą wspiera populistów i eurosceptyków, przyjmując pozycję „ostatniego obrońcy” tradycyjnej chrześcijańskiej Europy, ale jednocześnie – z dużo większą dyskrecją – wspiera skrajnych liberałów, ruchy pacyfistyczne, fundacje broniące „rządów prawa”, nawet organizacje i ruchy na pierwszy rzut oka antyrosyjskie, bo krytykujące autorytarny charakter rządów Putina przejawiający się np. w prześladowaniu społeczności LGBT. Dlaczego Moskwa gra na dwa fronty? Bo jej celem wcale nie jest ostatecznie sukces eurosceptyków i partii sympatyzujących z Rosją. Celem jest kontynuacja politycznej wojny nowej fali populistów ze skostniałym i wyznającym polityczną poprawność (w wersji skrajnej) mainstreamem oraz skrajną lewicą. Nie chodzi o to, by wygrała jedna czy druga strona. Chodzi o to, by wojna trwała a społeczeństwo było coraz bardziej podzielone. Ta strategia funkcjonuje w pewnym sensie także w Polsce, gdzie Rosji bardzo odpowiada wysoka temperatura konfliktu opozycji z rządem uniemożliwiająca polityczną debatę na temat przyszłości państwa, w której odpowiedzialna opozycja oprócz krytyki pomysłów rządu (ale merytorycznej, a nie z góry założonej) przedstawia własne koncepcje. Szczególnie Moskwę cieszyć musi zarzucanie przez opozycję rządowi PiS polityki… prorosyjskiej. Dla Kremla nie ma chyba nic lepszego, jak polityczna działalność, której skutkiem będzie sprowadzanie w przyszłości wszelkich, nawet słusznych, zarzutów o prorosyjskość do absurdu. Polska jest zresztą doskonałym przykładem tego, jak Moskwa wykorzystuje siły oficjalnie postępowe, europejskie, demokratyczne i liberalne do atakowania politycznego obozu będącego dla Rosji ogromnym zagrożeniem – właśnie dlatego, że może on oddziaływać na politykę całej UE. Zresztą tutaj przeciwnicy rządu w Warszawie, nie tylko ci z Rosji, ale też Berlina, Paryża czy Brukseli, mają poważny problem. Orbana można atakować za „zamordyzm”, Salviniego za populizm i łączyć to z ich bardzo dobrymi relacjami z Moskwą. W przypadku Polski tak się nie da. Choć zapewne Moskwa nie będzie ustawać w takich wysiłkach, promując choćby różnego rodzaju fundacje pozarządowe walczące o demokrację. W czasach zimnej wojny Moskwa wspierała głównie partie komunistyczne i pacyfistów. Dziś nawiązuje współpracę ze skrajną prawicą, radykalną lewicą i ruchami antyestablishmentowymi. Jednocześnie też gromadzi materiały kompromitujące polityków mainstreamu i potajemnie, często za pomocą skomplikowanej sieci spółek i fundacji wspiera i finansuje poszczególnych polityków oraz organizacje pozarządowe uznawane powszechnie za liberalne i demokratyczne, krytykujące reżim Putina? Dlaczego to robi? Otóż gdy tylko mainstream słabnie, Putin rzuca mu koło ratunkowe, byle podsycić konflikt targający Europą. W niedawnym wywiadzie dla „The Financial Times” stwierdził, że liberalizm jest przestarzały. W ustach akurat Putina nie powinno to brzmieć zaskakująco, ale wywołało zadziwiający oddźwięk na Zachodzie. Niemalże falę histerii. Można wręcz odnieść wrażenie, że obrona idei liberalizmu zmobilizowała elity zachodnie do krytyki Putina bardziej niż kolejne popełniane przez jego reżim zbrodnie. Putin ze swą antyliberalną retoryką i przyjętą pozą obrońcy konserwatyzmu i tradycyjnych wartości jest idealnym wrogiem mobilizującym obrońców starego porządku w Europie pokolenia ‘68. Można się zgodzić z opiniami, obecnymi także w głównych europejskich tytułach prasowych, że celem działań Rosji jest tworzenie podziałów w europejskich społeczeństwach, ale już niekoniecznie, że „osłabianie wiary w liberalne systemy polityczne i wartości” (z artykułu „Financial Times”). Dla Kremla ideologia ma drugorzędne znaczenie. To tylko narzędzie służące osiągnięciu celu. Dlatego nieważne, czy wspiera się jakiś radykalny ruch pro-life czy zwolenników adopcji dzieci przez homoseksualistów. Chodzi o destabilizowanie społeczeństwa zachodniego, mówiąc wprost, napuszczanie jednej grupy na drugą. Skrajni liberałowie i postępowa lewica na przykładzie tezy o kryzysie wartości w Europie każdego, kto podziela taki pogląd wrzucają do szuflady z plakietką pożyteczny idiota lub rosyjski agent. Mainstream atakuje eurosceptyków, którzy na ogół są prawicowi czy konserwatywni, podnosząc tezę, że wykonują dla Putina krecią robotę. To samo odnosi się do obrony tradycyjnych wartości. Faktem jest, że Moskwa umiejętnie daje ku temu powody, wciągając we współpracę Salviniego czy Le Pen, oraz starając się wejść w europejskie środowiska konserwatywne i pro-life. Wydaje się, że Moskwa wcale nie liczy na to, że pewnego dnia dzisiejsi eurosceptycy wezmą władzę we wszystkich głównych państwach europejskich i w Brukseli. Kryzys jest faktem, ale Rosjanom bardziej opłaca się go przeciągać, niż dopuścić do przesilenia. Dziwią też kolejne wpadki – ujawnienia współpracy lub chęci jej nawiązania (z tłem finansowym) – francuskiego Frontu Narodowego, włoskiej Ligi czy austriackiej Partii Wolności. Nie ma co ukrywać. Gdyby w Moskwie naprawdę chciano ukryć fakt wspierania euro sceptycznych populistów w Europie, to by tak było. A tak, Salvini czy Le Pen są osłabiani – akurat do tego stopnia, by nie zagrozić poważnie głównemu nurtowi rządzącemu Unią, ale nie na tyle, by nie można było ich używać do atakowania i osłabiania europejskiej wspólnoty. W przypadku większości państw europejskich zadanie Rosjanie mają o tyle ułatwione, że istnieją tam w miarę liczące się siły skrajnej prawicy. Schemat nie jest skomplikowany. Z jednej strony rządzący obóz czy to chadecki czy socjaldemokratyczny (z liberalną domieszką) opowiadający się za silną UE, z drugiej populiści, często prawicowi ekstremiści nie kryjący, że najchętniej rozwiązaliby Unię Europejską. Jako że od dłuższego czasu Rosja występuje (oczywiście tymczasowo, na bieżące potrzeby) w roli obrońcy chrześcijaństwa, tradycyjnych wartości, a przeciwko „zgniłemu” liberalizmowi, ta skrajna prawica w naturalny sposób lgnie do Moskwy. Dla jej mainstreamowych przeciwników to pretekst, by robić z tych eurosceptyków piątą kolumnę Kremla i wrogów zjednoczonej Europy. Problem pojawia się, gdy mamy kraj, w którym nie ma liczącej się prawicowej ekstremy, którą liberałowie mogliby straszyć, a rząd wymyka się z narzucanego podziału: jest antyrosyjski, ale nie antyunijny. Nie chce rozbicia UE, ale jej reformy. Bo rozumie, że na rozbiciu zależy właśnie Rosji, która jest największym zagrożeniem dla Europy. Dlatego nie pójdzie – w przeciwieństwie do wielu innych – na współpracę z Moskwą przeciwko brukselskiemu establishmentowi, nawet mimo małostkowych upokorzeń fundowanych przez unijny mainstream. Mowa oczywiście o Polsce i o rządzie PiS. W takiej sytuacji Moskwa sięga po nieco inne metody niż w przypadku choćby Francji, gdzie destabilizuje się kraj grając czy to na Front Narodowy, czy to na „żółte kamizelki” czy to infiltrując i kusząc samego Macrona. Chyba w żadnym innym kraju UE nie widać tak bardzo używania przez Rosję do swych celów skrajnych liberałów jak w Polsce, gdzie walczą oni z antyrosyjskim rządem zarzucając mu… prorosyjskość. Oczywiście Rosja nie atakuje Polski wprost. Sięga w tym wypadku po tzw. operacje pod fałszywą flagą. Korzysta ze swych zasobów w Europie i swych sojuszników. Istotną rolę w zwalczaniu niepokornych rządów w krajach takich jak Polska, odgrywają organizacje pozarządowe, fundacje czy wręcz media. Niektóre mające dwuznaczne powiązania z Rosją. Wystarczy wspomnieć Fundację Otwarty Dialog i Ludmiłę Kozłowską. Ich sprawa dobrze pokazuje, jak trudno walczyć z takimi metodami destabilizacji kraju. Nie przypadkiem, czy to wielkie niemieckie fundacje, czy to George Soros, chętnie sięgają po organizacje pozarządowe jako broń do walki z takimi rządami jak w Polsce czy na Węgrzech. Gdzie w tym wszystkim Rosjanie? Warto więc wrócić do FOD i Kozłowskiej. Trudno o bardziej proeuropejską i hołubioną na salonach paru zachodnich stolic osobę. Kiedy władze czy to w Polsce, czy to w Mołdawii zwróciły uwagę na budzące wątpliwości jej powiązania z Rosją, reakcja była jednoznaczna: oto łamiący rządy prawo PiS i oligarcha Plahotniuc mszczą się na Kozłowskiej, bo ta walczy w obronie demokracji w obu tych krajach. Jakiś czas później w Mołdawii doszło do zmiany rządu. Przepadła ekipa prześladująca Kozłowską, premierem została proeuropejska Maia Sandu, którą wcześniej FOD wspierała. Trudno o lepszy dowód na to, że Kozłowska walczy o wartości zachodnie, prawo i demokrację? Nie do końca. Tak się bowiem składa, że faktyczną kontrolę nad Mołdawią przejęła Moskwa, a powiązani z FOD politycy jak Sandu i Nastase poszli w koalicję z prorosyjskimi socjalistami i akceptują prezydenta Igora Dodona, który dał się nagrać, jak mówi o tym, że jego partia dostaje pieniądze od Rosjan i jak proponuje Plahotniucowi układ koalicyjny, który jednak będzie miał coś w rodzaju tajnego protokołu – podpisanego w obecności… ambasadora Rosji. Tak samo jak w Mołdawii z rządem Plahotniuca, w Polsce Kozłowska walczy z rządem PiS. Trzon opozycji przedstawia się jak opcja liberalna, proeuropejska i demokratyczna. Z rządu stara się zrobić antywolnościowych, antyeuropejskich i prorosyjskich populistów. Problem w tym, że PiS nie jest antyeuropejski, ani tym bardziej prorosyjski. Szczególnie warta uwagi jest tu kwestia stosunku do Rosji. Tak naprawdę liberalna opozycja realizuje cele polityki rosyjskiej. Usiłuje dyskredytować rząd jako rzekomo prorosyjski i antyeuropejski – chodzi o podważenie wizerunku rządu broniącego twardo swych celów wt relacjach z Moskwą i zarazem dążącego do reformy i wzmocnienia UE. Jednocześnie jednak, opozycja występuje z postulatami de facto sprzyjającymi Rosji. Dwa przykłady z rzędu: żądanie przywrócenia małego ruchu granicznego z obwodem kaliningradzkim (w czasie kampanii przed wyborami samorządowymi były minister obrony Klich obiecywał nawet kolejowe połączenie Olsztyn- Kaliningrad), walka z przekopem Mierzei Wiślanej. I jedno, i drugie, jest całkowicie zbieżne z interesami Rosji. Wszystkie teksty publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła oraz autora. Obrazy nie mogą być wykorzystywane bez pozwolenia. Usunięcia flag Polski z cmentarzy w Katyniu i Miednoje, do którego doszło pod koniec czerwca w ramach rosyjskiego odwetu na Polsce za wspieranie przez nasz kraj walczącej z putinowską agresją Ukrainy, wydało się Rosjanom za mało. Kilka dni później sąd rejonu leningradzkiego Kaliningradu wydał orzeczenie, zabraniające rozpowszechniania na terytorium Federacji Rosyjskiej książki pt. „Katyń. Przewodnik szlakiem Zbrodni”, wydanej w 2019 roku przez Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i treści opracowania na wniosek sądu i prokuratora obwodu kaliningradzkiego przeprowadzili biegli z Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB). Ustalili oni, że książka zawiera treści ekstremistyczne, niezgodne z prawdą i podlega wciągnięciu na indeks materiałów, zabronionych do rozpowszechniania na terenie Federacji Rosyjskiej.„Wspólna defilada Sowietów i Niemców to kiepski argument”Sąd zgodził się z argumentacją funkcjonariuszy FSB, pisząc w uzasadnieniu orzeczenia, iż książka „zawiera sformułowania, które wskazują na zbieżność celów, decyzji i działań kierownictwa ZSRR, dowództwa i wojskowych ZSRR (Armii Czerwonej) z celami, decyzjami i działaniami nazistowskich Niemiec, które dokonały, jak wynika z tekstu, inwazji na terytorium Polski we wrześniu 1939 roku”. Tę, nieprawdziwą zdaniem rosyjskiego sądu, interpretację zdarzeń historycznych potwierdza na przykład następujący cytat z książki : „Rano 17 września 1939 r. Armia Czerwona wtargnęła na terytorium Polski…”. Sąd kwestionuje, że sowiecka inwazja na Polskę nastąpiła we wrześniu 1939 roku w porozumieniu z Niemcami i zarzuca autorom książki to, że pragnąc uwiarygodnić powyższą tezę zamieścili na stronie 11 tomu fotografię, podpisaną jako „Wspólna defilada Armii Czerwonej i Wermachtu. Brześć, r.”.W dalszej części uzasadnienia orzeczenia, powołując się na opinię biegłych, sąd zarzuca autorom książki używanie sformułowań i wyrazów takich jak „inwazja”, „zajęcie”, „podział stref wpływu” „okupacja”, „wtargnięcie ze strony obojga sąsiadów agresorów”, „realizując w praktyce wspomniane porozumienie” i innych. Zdaniem eksperta z FSB i orzekającego sędziego powyższe wyrazy niesłusznie wskazują na wspólnotę celów, decyzji oraz działań ZSRR i nazistowskich Niemiec do czerwca 1941 roku.„Rosja nie jest agresorem, a Putin to nie Stalin”Oburzające jest zdaniem sędziego „określanie ZSRR, jako państwa agresora”. Jeszcze gorsze są analogie, przeprowadzane między ZSRR, a współczesną Rosją, jako państwa powtarzającego w swojej polityce negatywne tendencje z przeszłości. Niedopuszczalne jest zdaniem ekspertów z FSB i sędziego z Kaliningradu pokazywanie Polski jako kraju, który ucierpiał od agresywnej polityki ZSRR, a Polaków jako narodu, będącego ofiarą „sowieckiego ludobójstwa”.Treść książki, jak czytamy w uzasadnieniu wyroku, „świadczy o negatywnym stosunku autorów do sowieckiego państwa w tej formie rządów, która obowiązywała za Stalina J. W. i reżimu komunistycznego”. Największym grzechem autorów nie jest jednak krytyka stalinizmu, lecz utożsamianie go z „polityką państwową realizowaną przez Prezydenta Federacji Rosyjskiej W. W. Putina, i twierdzenie, że Rosja zachowuje się jako państwo-agresor, naruszające suwerenność innych krajów, poprzez prowadzenie agresywnej polityki”.Na podstawie argumentów i wywodów, przedstawionych przez biegłych z FSB kaliningradzki sędzia Władimir Elzesser uznał, iż wniosek prokuratury obwodu kaliningradzkiego jest całkowicie uzasadniony, treść książki „Katyń. Przewodnik szlakiem Zbrodni” podlega zakazowi, a jej rozpowszechnianie na terytorium Federacji Rosyjskiej jest polskich flag to był początekZakaz w Rosji książki „Katyń. Przewodnik szlakiem Zbrodni” autorstwa Jadwigi Rogoży i Macieja Wyrwy, należy postrzegać jako ciąg dalszy walki reżimu Władimira Putina z pamięcią o polskich ofiarach sowieckich zbrodni. Opisane wyżej orzeczenie sądu w Kaliningradzie zostało ogłoszone 28 czerwca, kilka dni po tym, jak Ministerstwo Kultury Federacji Rosyjskiej zadecydowało o usunięciu flag Polski z polskich mogił na cmentarzach w Katyniu i nieprzyjazny gest wobec Polski zarządzająca memoriałami w Katyniu i Miednoje dyrektor Muzeum Współczesnej Rosji Irina Wielikanowa wytłumaczyła w sposób następujący: „Flagi rosyjska i polska były symbolem przyjaźni między naszymi narodami. Polska zajęła otwarcie wrogą pozycję wobec Federacji Rosyjskiej. W takich warunkach obecność symboli państwowych Rzeczypospolitej Polskiej na terenie memoriałów jest niestosowna”.O wymazywanie zbrodniczej istoty ZSRR z pamięci zabiegał sam PutinPróby kwestionowania odpowiedzialności ZSRR i Rosji jako jego spadkobiercy, za zbrodnie popełnione przez reżim komunistyczny będą w Federacji Rosyjskiej kontynuowane. Chce tego bowiem rosyjski prezydent Władimir Putin. W kwietniu tego roku, w drugim miesiącu inwazji na Ukrainę, podpisał on ustawę o ściganiu tych, którzy znajdują analogie w działaniach ZSRR i Niemiec w czasie drugiej wojny mocy nowego prawa, niedopuszczalne jest mówienie o zbieżności celów, zadań i działań kierownictwa ZSRR z celami, zadaniami oraz działaniami ich niemieckich odpowiedników. Zabronione jest także porównywanie zachowań niemieckich i sowieckich prawo zainicjował w styczniu 2021, występując na forum rosyjskiego parlamentu osobiście Władimir ofertyMateriały promocyjne partnera W obliczu wojny rosyjsko- ukraińskiej kraje europejskie starają się uniezależnić od rosyjskiego gazu. Polski rząd od dawna przygotowywał się do zmiany dostaw gazu z Rosji Jak przekazało PGNiG, Gazprom wstrzymał dostawy gazu w związku z postanowieniami dekretu Prezydenta Federacji Rosyjskiej nr 172 z 31 marca 2022 roku "o specjalnej procedurze wykonania zobowiązań zagranicznych nabywców wobec rosyjskich dostawców gazu ziemnego". Rządzący liczyli się z tym, że może dojść do takiej sytuacji, dlatego PGNiG podjęło negocjacje z Norwegią, która jest ważnym dostawcą paliw kopalnych. Polsko-norweskie kontrakty na gazPodczas konferencji prasowej w Łagiewnikach (woj. dolnośląskie) Mateusz Morawiecki poinformował o kontrakcie na przesył gazu z Norwegii. "Według tej informacji, którą otrzymałem od specjalistów z PGNIG, w tym roku będzie to około 5 mld metrów sześciennych zakontraktowane (przepływu przez Baltic Pipe - PAP), a w przyszłym roku do pełnej możliwości transferu tego gazu, czyli około 10 mld metrów sześciennych" - kontrakty mają kluczowe znaczenie dla polskiej gospodarki. Premier wyraża nadzieję, że dzięki temu Polsce uda się zachować suwerenność gazową oraz uniknąć szantażu gazowego, który dotyka państwa uzależnione od rosyjskich dostaw PGNiG Iwona Waksmundzka Olejniczak informuje, że dostawy gazu do Baltic Pipe będą pochodzić z miksu własnej produkcji ze złóż z Norwegii i gazu przesyłanego przez producentów surowca na Norweskim i Duńskim Szelfie Kontynentalnym. Podkreśla jednak, że potrzebne są kolejne kontrakty, dlatego spółka prowadzi dalsze rozmowy w tym gazociąg Baltic Pipe ma trafiać gaz ziemny z Norwegii na rynek duński i polski. Jego inwestorami są duński Energinet oraz polski Gaz-System. Gazociąg zostanie uruchomiony w październiku będzie mieć przepustowość około 2-3 mld m3 rocznie. W 2023 roku osiągnie swoją maksymalną moc, czyli 10 mld m3 gazu rocznie. Niemiecka polityka energetyczna była mieszaniną beztroski, uporu i samowoli. Ostrzeżenia były traktowane jako niepoważne robienie paniki – pisze „Handelsblatt”. Rosja przygotowywała się do napaści na Ukrainę od dawna. „Część tych przygotowań można było zobaczyć z kosmosu. Obrazy satelitarne wcześnie pokazywały, że rosyjskie wojsko masowo gromadzi czołgi, helikoptery i wyrzutnie rakietowe na granicy z Ukrainą. Jednak kolejna część przygotowań pozostawała przez długi czas w ukryciu, choć i ona dałaby się rozpoznać. Bronią w tej tajnej operacji stał się gaz ziemny” – pisze w poniedziałek ( gospodarczy dziennik „Handelsblatt”. W obliczu możliwości wstrzymania przez Rosję przesyłu gazu w wyniku zaczynających się właśnie prac konserwacyjnych gazociągu Nord Stream 1, gazeta pisze o „groźbie szoku gospodarczego, jakiego ten kraj w okresie powojennym nigdy nie doświadczył”. Konsekwencje tego byłyby dla Niemiec katastrofalne. „Jeśli zimą zabraknie gazu, firmy zbankrutują, dziesiątki tysięcy ludzi zostaną bez pracy i nie będą w stanie zapłacić rachunków za ogrzewanie, a w najgorszym wypadku będą nawet siedzieć w zimnie. Kanclerz Scholz ostrzega przed ‘społecznym ładunkiem zapalnym'. Jego zastępca Robert Habeck mówi o ‘ataku ekonomicznym'" – czytamy. Wojenny plan Putina „Handelsblatt” pisze, że atak ten był do przewidzenia, „był częścią wojennego planu Putina, ekonomiczną flanką inwazji na Ukrainę. By prześledzić, w jaki sposób Niemcy wpadły w pułapkę Putina, nie trzeba zdaniem gazety sięgać do początków lat 70., gdy RFN zaczęła dostarczać rury do radzieckich rurociągów. „Wystarczy jednak przyjrzeć się bliżej wydarzeniom minionego roku: Wskazówki sojuszników zostały potraktowane jako sianie paniki, ostrzeżenia o niskich poziomach (zapełnienia) w niemieckich magazynach gazu zostały zignorowane. Wyłania się z tego obraz uśpionego aparatu rządowego, który zagroził bezpieczeństwu energetycznemu Niemiec. Nie celowo, ale niedbale” – uważa „Handelsblatt”. Jeśli wstrzymanie rosyjskiego gazu stanie się faktem, Niemcy może czekać katastrofalna w skutkach zima Według dziennika Niemcy otrzymywały ostrzeżenia dotyczące niskiego stanu zapełnienia zbiorników gazu. Już we wrześniu 2021 roku na alarm bił Amos Hochstein, pełnomocnik ds. dyplomacji energetycznej w Departamencie Stanu USA. Wskazywał on na gwałtownie rosnące ceny gazu, a także na to, że Europa pilnie potrzebuje rozwijać źródła energii poza Rosją. Szczególnie wolno napełniały się zbiorniki należące do Gazpromu. „Jednak niemieccy rozmówcy Hochsteina pozostawali niewzruszeni. W dzielnicy rządowej mówiło się po cichu o ‘amerykańskiej propagandzie'. Amerykanom chodzi tylko o to, by wepchnąć na niemiecki rynek swój gaz szczelinowy po zawyżonych cenach, uważano w ministerstwie gospodarki i w niemieckich centralach korporacyjnych” – czytamy. Zdaniem gazety również przedstawiciele ministerstwa spraw zagranicznych RFN uważali za „absurdalne, aby Rosja mogła wywołać wojnę napastniczą i w ten sposób zagrozić lukratywnemu partnerstwu energetycznemu z Niemcami”. Przyczyną niepoważnego traktowania ostrzeżeń Amerykanów miały być doświadczenia z przeszłości i ich chybione przypuszczenia np. co do posiadania przez Saddama Husseina broni masowego rażenia w Iraku. Utrata reputacji przez Niemcy „Dziś wiemy: inaczej niż w Iraku, tym razem Amerykanie mieli rację, ale niemieccy politycy nie słuchali ich, zaślepieni własnymi uprzedzeniami. ‘Rzadko który kraj stracił swoją reputację tak szybko jak Niemcy'” – mówi gazecie jeden z brukselskich dyplomatów. Według dziennika „to dziwne zaufanie do racjonalności ekonomicznej reżimu niegodnego zaufania doprowadziło Niemcy do pułapki energetycznej”. Pod koniec rządów Angeli Merkel dostawy rosyjskie pokrywały 55 proc. niemieckiego zapotrzebowania na gaz. Gazeta przypomina, że Niemcy, opierając się na przekonaniu, że partnerstwo energetyczne z Rosją stabilizuje europejski porządek pokojowy, patrzyli z dystansem na aneksję Krymu, inwazję na Donbas, mord w berlińskim Tiergarten dokonany przez rosyjskie służby specjalne, czy otrucie Aleksieja Nawalnego. Według „Handelsblatt” wśród niemieckich urzędników wciąż dominuje opinia, że „nikt nie mógł przewidzieć, że Putin dokona „szalonej agresji” i „zniszczy wszystko”. Dziennik zauważa jednak, że wystarczyło posłuchać choćby polskich dyplomatów, którzy stale ostrzegali, że „Rosjanie coś knują”. Ostrzeżenia płynęły też od zagranicznych ekspertów energetycznych analizujących rosyjski schemat sprzedaży gazu na rynek europejski. Rola Angeli Merkel Jak pisze „Handelsblatt”, w niemieckiej polityce energetycznej jest wiele tematów do rozliczenia, równieżrola byłej kanclerz Angeli Merkel. „Jesienią ubiegłego roku, gdy od dawna było jasne, że Kreml ogranicza dostawy gazu do Europy, Merkel nadal utrzymywała, że Rosja dotrzymuje wszystkich umów”. Simone Tagliapietra z brukselskiego Instytutu Bruegela, wskazuje jednak na to, co Merkel pominęła. „Rynek gazu opiera się na dwóch filarach. Kontrakty długoterminowe to jedno, drugie to rynek, na którym handluje się gazem po codziennie aktualizowanych cenach. I to właśnie na tym rynku Gazprom zmniejszył swoje dostawy” – tłumaczy Tagliapietra na łamach ekonomicznego dziennika. Zbiornik gazu w Rehden Dopiero, gdy w listopadzie 2021 r. zbiorniki gazu były niemal puste, a Gazprom kazał nawet wypompować gaz ze zbiornika w Rehden, największego w Europie, ówczesny minister gospodarki i energii Peter Altmaier, stał się niespokojny. Polecił wówczas poinformować o tym swojego następcę, Roberta Habecka, zaraz po objęciu przez niego urzędu. Polityk Zielonych wstrzymał certyfikację gazociągu Nord Stream 2, zwolnił też dwóch szefów resortów za czasów Altmaiera, „którzy potrafili elokwentnie wyjaśnić, dlaczego Rosja nie jest odpowiedzialna za skoki cen na rynku gazu” – podaje „Handelsblatt”. Systemowa beztroska Gazeta podkreśla jednak, że zbyt łatwo byłoby zrzucić winę na poszczególne osoby. „Beztroska miała swój system. Niemcy nie widziały powodu, by zobowiązywać właścicieli magazynów gazu do napełniania ich zbiorników. Dopiero teraz się to zmienia. Niemcy nie widziały również powodu, aby szczególnie krytycznie przyglądać się inwestorom infrastruktury gazowej. (…) Niemcy myślały, że sprywatyzowały rynek gazu, ale w rzeczywistości przekazały jego część Rosji. Rząd niemiecki nie mieszkał się do tego, rząd rosyjski przeciwnie. To wystarczy, aby zrozumieć, dlaczego Republice Federalnej grozi teraz katastrofalna zima” – konkluduje gazeta. Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >> Prawo i Sprawiedliwość – opcja rosyjskaPowiązania gospodarcze, a nie sojusze militarne są najlepszym gwarantem bezpieczeństwaDla współczesnej Rosji rządzonej przez Władimira Putina i innych funkcjonariuszy byłego KGB największym zagrożeniem nie jest NATO. Tym największym zagrożeniem jest Unia Europejska. Zjednoczona Europa jest potężnym organizmem gospodarczym z silnym systemem prawnym, który nie pozwala rosyjskim służbom specjalnym i powiązanej z nimi największej organizacji przestępczej świata – mafii sołncewskiej panoszyć się w celem dla obecnej Rosji jest więc rozbicie Unii Europejskiej. Przy osiągnięciu tego celu siły militarne z oczywistych względów nie mają zastosowania. Rosja nie jest również w stanie osiągnąć tego poprzez presję ekonomiczną, gdyż gospodarka Rosji jest wielokrotnie słabsza do krajów zachodnich. Przykładowo, produkt krajowy brutto Rosji jest znacznie mniejszy od PKB samych tylko Włoch. W tej sytuacji Rosja stara się doprowadzić do rozpadu Unii Europejskiej poprzez podgrzewanie anty-unijnych nastrojów w najbardziej chwiejnych krajach Unii Europejskiej. Wpływa na opinię publiczną w tych krajach poprzez manipulowanie informacjami oraz faktami, a często również poprzez rozpowszechnianie informacji i Sprawiedliwość – partia anty-unijna, użyteczna dla RosjiRosja wspiera partie anty-unijne w kluczowych krajach Unii Europejskiej. Polska jest bezsprzecznie jednym z takich kluczowych krajów Europy, gdyż ma duży wpływ na kraje dawnego bloku wschodniego. Wybicie Polski z orbity Unii Europejskiej mogłoby zapoczątkować wyjście innych krajów naszej części Europy z Unii. Najbardziej użyteczną formacją polityczną w Polsce dla rosyjskich interesów jest – Prawo i Sprawiedliwość. PiS jest antyeuropejski i konsekwentnie, metodą małych kroków, wyprowadza Polskę z Unii i Sprawiedliwość zostało wyniesione do władzy poprzez tzw. aferę podsłuchową. W latach 2014-2015 w kilku warszawskich restauracjach nagrano z ukrycia elitę polityków i biznesmenów powiązanych, głównie z Platformą Obywatelską. Nagrania pokazały naganne podejście Platformy Obywatelskiej do funduszy publicznych oraz do samego państwa i jego obywateli. Najwięcej bulwersujących nagrań pochodziło z restauracji Sowa i podsłuchowa doprowadziła do zmiany władzy w Polsce z opcji pro-unijnej na opcję anty-unijną, a więc na Prawo i Sprawiedliwość. Wszystko przebiegło zgodnie z kremlowskim planem. To Rosjanie przygotowali aferę taśmową. Zrealizowali ją przy pomocy swoich polskich współpracowników. Poniżej trochę faktów na ten restauracja Sowa i Przyjaciele była pod kontrolą mafii sołncewskiej?Restauracja Sowa i Przyjaciele, w której zorganizowano podsłuchy, została założona przez znanego kucharza Roberta Sowę oraz dwóch biznesmenów – Jarosława Babińskiego i Krzysztof Janiszewskiego. Jarosława Babiński i Krzysztof Janiszewski nigdy nie zajmowali się branżą restauracyjną. Działali głównie w biznesie deweloperskim. Współpracowali z Robertem Szustkowskim, który był udziałowcem deweloperskiej Grupy Radius. Jedna ze współzałożycielek Grupy Radius – Ewa Domżała przyznała, że pieniądze na założenie Grupy Radius pochodziły od ludzi powiązanych z rosyjską mafią sołncewską i Sowa i Przyjaciele – „…na Czerniakowskiej róg Gagarina…” (dawna Karczma Słupska, a wcześniej słynna Sielanka).Mafia sołncewska jest uważana za największą mafijną organizację świata. Posiada swoich rezydentów w 50 krajach. W Polsce corocznie pierze środki finansowe o wartości 10 mld zł. Ewa Domżała poznała dwóch członków mafii sołncewskiej podczas studiów w Rosji. Byli to: Andriej Skocz i Lew Kwietnoj. Obaj to miliarderzy, którzy nie ukrywali swoich związków z Sołncewem i Kremlem. Dla Skocza i Kwietnoja pracował polski biznesmen Robert Szustkowski. Rosjanie przyprowadzili Szustkowskiego do właścicieli Radiusa i Szustkowski oficjalnie zainwestował w grupę pieniądze. Stał się współwłaścicielem Szustkowski dwadzieścia lat spędził w Rosji. Posiada obywatelstwo Gambii i był chargé d’affairs ambasady tego afrykańskiego kraju w Moskwie. Z tej racji podejrzewany był wówczas o handel bronią. W Polsce był przedstawicielem banku kontrolowanego przez sołncewską mafię – Montaż Spec momencie, gdy Robert Szustkowski zainwestował w Grupę Radius, jej prezesem zarządu był Jacek Kotas. Jacek Kotas to członek Prawa i Sprawiedliwości. W 2007 roku Antoni Macierewicz zrobił go podsekretarzem stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej z prawem dostępu do tajemnic wojskowych. Aktualnie Jacek Kotas jest prezesem zarządu Narodowego Centrum Studiów założyciel spółki Sowa i Przyjaciele Krzysztof Janiszewski był prezesem zarządu spółek wchodzących w skład Grupy Radius. Drugi założyciel restauracji – Jarosława Babiński pojawia się z kolei w spółkach powiązanych kapitałowo z Robertem Szustkowskim i Grupą Radius. Powstaje pytanie – z jakiego powodu deweloperzy Jarosław Babiński i Krzysztof Janiszewski tak nagle zainteresowali się branżą kulinarną, że postanowili zainwestować w restaurację Sowa i Przyjaciele? Wygląda na to, że restauracja ta była po prostu idealnym miejscem na zorganizowanie mafia znana jest z potajemnego nagrywania polityków. Swojego czasu nagrała ukrytą kamerą, w jednym ze swoich lokali, rosyjskiego ministra sprawiedliwości Walentina Kowaliowa podczas kąpieli z prostytutkami. Nagranie to zapewne miało służyć do szantażu. Odnaleziono je przypadkiem podczas rewizji u Arkadija Angielewicza szefa mafijnego Montaż Spec Banku. Jak już wspomniałem, Robert Szustkowski z Grupy Radius był w Polsce przedstawicielem właśnie tego samego Montaż Spec Banku. Metoda zbierania haków na polityków poprzez nagrania z ukrycia wydaje się więc podobna do tej zastosowanej w restauracji Sowa i Przyjaciele. Należy dodać, że po upublicznieniu nagrań, Jarosława Babiński i Krzysztof Janiszewski wycofali się ze spółki Sowa i Falenta i Kuzbaska Kompania Paliwowa KTKRealizatorem akcji podsłuchowej był biznesmen Marek Falenta. Przy współpracy z kelnerami umieścił urządzenia podsłuchujące w restauracjach, które regularnie odwiedzali politycy Platformy. Większość nagrań pochodziła z restauracji Sowa i Falenta zajmował się importem węgla z Rosji poprzez spółkę Składy Węgla. Jego kontrahentem po stronie rosyjskiej była Kuzbaska Kompania Paliwowa (Kuzbasskaja Topliwnaja Kompanija KTK) z Kemerowa. KTK należy do powiązanego z Kremlem i mafią sołncewską oligarchy Michaiła Gutsieriewa. Michaił Gutsieriew to miliarder, założyciel Russnieftu i Banku PJSC B&N. Z KTK powiązany jest również były gubernator Kermerowa – Adam Tulejew. Władimir Putin nagrodził go osobiście medalem za działalność na rzecz przyłączenia Krymu do uzależniła od siebie Marka Falentę dając mu węgiel na opóźnioną płatność. Spółki Falenty węgiel sprzedawały i zadłużały się w rosyjskiej kompanii. Z czasem przyszedł czas spłaty zobowiązań wobec Rosjan i może właśnie wtedy Falenta dostał propozycję nie do odrzucenia – zorganizować nagrania polskich polityków. Marek Falenta obracał się w środowisku ludzi powiązanych z Platformą Obywatelską i dobrze nadawał się do realizacji w sprawie afery podsłuchowej prowadziło w 2014 roku Centralne Biuro Śledcze Policji. Jego wiceszefem był w owym czasie Rafał Derlatka. Dochodzenie prowadzone było opieszale i kompletnie pominięto w nim wątki i tropy rosyjskie. Zrobiono też wiele by opóźnić zatrzymanie Marka Falenty. Co ciekawe, zaraz po zakończeniu śledztwa Rafał Derlatka odszedł z policji i został zatrudniony w firmie KTK Polska, a więc przeszedł do przedstawicielstwa firmy, która „kredytowała” Marka wspomnieć, ze za rządów Prawa i Sprawiedliwości import węgla z Rosji ma się dobrze jak nigdy dotąd. 10% udziałów w tym imporcie ma firma KTK Polska. Jej udział z roku na rok podsłuchowa wypromowała Prawo i Sprawiedliwość, a w szczególności Mateusza MorawieckiegoAfera podsłuchowa, zorganizowana przez Rosjan, wyniosła Prawo i Sprawiedliwość do władzy. Wypromowała szczególnie Mateusza Morawieckiego, który z czasem został premierem. Ujawniono wprawdzie również nagrania samego Mateusza Morawieckiego ale nie było tam nic co mogłoby mu szczególnie zaszkodzić. Raczej nagrania Morawieckiego miały pokazać, że on i jego otoczenie nie ma z rosyjską aferą nic wspólnego, bo przecież też został nagrany. Taka zasłona dymna. Podobnie, jak zasłoną dymną są obecnie rzucane, od czasu do czasu, przez premiera gniewne wypowiedzi w stronę Rosji o ewentualnych sankcjach Unii Morawiecki wyrósł w środowisku Solidarności Walczącej, której założycielem był jego ojciec Kornel Morawiecki. Solidarność Walcząca uważana jest przez wielu za organizację kontrolowaną przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa i rosyjskie KGB. Niektórzy nawet twierdzą, że została przez te służby założona. Mateusz Morawiecki był aktywnym działaczem Solidarności Walczącej. W aktach Biura Studiów Służby Bezpieczeństwa miał status „osoby zabezpieczonej”. Jego ojciec Kornel Morawiecki wychwalał Rosję Putina i był zwolennikiem bliskich z nią stosunków. Podobnymi wyznawcami Putina jest również wielu innych działaczy Solidarności Walczącej. Premier Mateusz Morawiecki wychował się więc w mocno prorosyjskim proputinowskich populistów w ramach Unii Europejskiej2 lipca 2021 roku Prawo i Sprawiedliwość podpisało wspólną deklarację o współpracy z kilkunastoma prorosyjskimi partiami mającymi swoich przedstawicieli w Parlamencie Europejskim. W imieniu PiS deklarację podpisał prezes Jarosław Kaczyński. Sygnatariuszami deklaracji byli tacy zwolennicy dyktatury w stylu putinowskim jak: Victor Orbán – przewodniczący węgierskiej partii Fidesz, Matteo Salvini – lider włoskiej Ligi Północnej, czy Marine Le Pen – przewodnicząca francuskiego Frontu Narodowego. Cała wymieniona trójka to skrajni nacjonaliści, nie ukrywający swojej sympatii do Wladimira Putina i jego autorytarnego sposobu rządzenia. Są przyjmowani na Kremlu z honorami i spotykają się z Wladimirem Putinem regularnie. Ich ugrupowania polityczne mogą liczyć na wsparcie finansowe ze strony Rosji i z tego wsparcia korzystają regularnie. Mogą też liczyć na zatrudnianych przez oligarchę Jewgienija Prigożyna hackerów i trolli internetowych, którzy to pomogą im osiągnąć lepsze wyniki w wyborach, manipulując opinią Morawiecki, Matteo Salvini, Viktor OrbánDeklaracja podpisana przez prorosyjskie partie europejskie jest zapowiedzią utworzenia przez nie wspólnego prawicowego frontu w Parlamencie Europejskim. Głównym zadaniem tego nacjonalistycznego frontu będzie dążenie do ograniczania Unii Europejskiej tylko do warstwy gospodarczej. Dzięki temu, w kraju takim jak Polska, partia rządząca taka jak PiS, będzie mogła: podporządkować sobie całkowicie wymiar sprawiedliwości, przejąć wolne media oraz wsadzić do więzienia wszystkich swoich przeciwników. Na dodatek wszystko to za pieniądze sojuszem europejskich nacjonalistów zachwycony jest oczywiście Władimir Putin. Putinowska Rosja wspiera wszystko co prowadzi do rozpadu Unii mailowaNa początku 2021 roku doszło do ataków phishingowych na prywatne konta mailowe polityków, głównie z Prawa i Sprawiedliwości. Atakującym udało się wyciągnąć dane logowania do prywatnej skrzynki mailowej [email protected] należącej do Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michała Dworczyka. Nie znamy szczegółów ale mogło to wyglądać w ten sposób, że metodą phishingową przejęto dane logowania do skrzynki żony Michała Dworczyka – Agnieszki Dworczyk. Następnie wykorzystano fakt, iż jej adres mailowy był adresem pomocniczym na koncie mailowym Michała Dworczyka. W ten sposób uzyskano dostęp do konta samego szefa KPRM. Potem już wystarczyło pobrać całą zarchiwizowaną tam korespondencję. Michał Dworczyk nie miał ustawionego uwierzytelniania dwuskładnikowego. Gdyby je włączył, do nieuprawnionego logowania by nie lutym 2021 roku na rosyjskim komunikatorze Telegram powstał kanał o nazwie „Тайны Европы”, na którym opublikowano wykradzione polskie dokumenty państwowe. Po interwencji polskiego rządu w lipcu 2021 roku, kanał na Telegramie został zamknięty. We wrześniu 2021 roku zastąpiła go strona: Strona jest w języku polskim oraz rosyjskim. Publikowane są tam wykradzione dokumenty rządu polskiego, głównie dotyczące wojskowości. Dokumenty są tłumaczone na język rosyjski. Często opatrzone są komentarzem w języku rosyjskim oraz czerwca na Telegramie powstał kolejny kanał o nazwie „Poufna Rozmowa” skierowany do Polaków. Do upublicznienia informacji o tym kanale hakerzy wykorzystali konto na Facebooku Agnieszki Dworczyk. Zalogowali się tam przy pomocy przechwyconych danych skrzynki mailowej i umieścili post z linkiem do kanału na Telegramie. W ten sposób kanał Poufna Rozmowa stał się powszechnie znany i obserwowany. Również i ten kanał po interwencji polskiego rządu w lipcu 2021 roku został zamknięty. Zastąpiła go strona Praktycznie codziennie są tam publikowane kolejne maile i pliki ze skrzynki Michała Dworczyka. Okazuje się że Michał Dworczyk, Mateusz Morawiecki i wielu innych urzędników PiS boi się korzystać z mailowych kont rządowych w domenie Wolą darmowe konta w popularnych serwisach, głównie w Google Mail. Na tych właśnie kontach trzymają swoją korespondencję i za pośrednictwem tych kont komunikują się, nawet w sprawach rządowych. Nie mają widocznie zaufania do swojego kolegi z Prawa i Sprawiedliwości – Mariusza Kamińskiego, którego służby specjalne zabezpieczają skrzynki mailowe Nie chcą by te służby miały dostęp do ich maili jest podobno około stu tysięcy. Do tej pory opublikowano jedynie kilkaset maili i dokumentów. Jest tam sporo maili pokazujących, że Prawo i Sprawiedliwość w swoim rządzeniu krajem kieruje się tylko i wyłącznie własnym partykularnym interesem wynika z powyższego artykułu, Prawo i Sprawiedliwość jest pod mocnym wpływem Kremla. Rosja nigdy w historii nie traktowała nas po partnersku. Im bardziej oddalamy się od Unii Europejskiej, tym bardziej wchodzimy w orbitę rosyjskich wpływów.

system rządów w dawnej rosji